
Jacaszek
Lubię muzykę tego gościa. Szczególnie przy pracy. Pomaga mi się skupić.
No to jako przykład — Lament z albumu Treny. Niestety, ktoś spaprał robotę i podłożył kiczowatą grafikę, którą widzicie poniżej. Trudno. (Uwaga! Odsłuch ma sens tylko na słuchawkach, albo czymś innym co jest w stanie odtworzyć te wszystkie szelesty, puknięcia, pyknięcia i pobukiwania).
Never Had a Problem
Mr. Rythm rządzi. Pospołu z New Orleans Hellhounds.
Baskery
Otóż Baskery is a Swedish acoustic country punk band, comprising the three sisters Greta, Stella and Sunniva Bondesson. Tak przynajmniej twierdzi Wikipedia.
The Legend of Jesse James
Raz na rok trzeba coś napisać na swoim blogu.
Z tej okazji piękna muzyka Nicka Cave’a i Warrena Ellisa. (Uwaga! Tego trzeba słuchać na czymś co potrafi poprawnie reprodukować dźwięki — na przykład na przyzwoitych słuchawkach. W przeciwnym razie usłyszycie tylko jakieś drętwe brząkanie).
Utwór pochodzi ze ścieżki dźwiękowej do filmu The Assassination of Jesse James by the Coward Robert Ford. Zarówno film jak i muzykę gorąco polecam wszystkim nieszczęśnikom, którzy się tutaj zabłąkali. Jednocześnie uprzedzam, że na dostępnej w Polsce płycie z soundtrackiem nie ma kawałka zamieszczonego powyżej. Znaleźć go można na albumie w wersji rozszerzonej o „bonus tracks” oraz w niektórych sklepach z muzyką on-line.
Gdy wbijał — drżała ziemia
A bywa i tak, że natknie się człowiek na ewidentny przebłysk geniuszu tam, gdzie najmniej by się tego spodziewał. Na przykład na Onecie.
Minister Drzewiecki dostąpił zaszczytu wbicia pierwszego pala żwirowego w płytę boiska. „Praca w budownictwie jest ciężka” – rzucił minister, który w garniturze i eleganckim płaszczu wdrapał się na maszynę by dokonać wbicia. Gdy wbijał – drżała ziemia.
Towarzysz Lenin pisze listy

Przeczytałem właśnie, że Leonardo DiCaprio ma wcielić się w postać Władimira Iljicza Uljanowa.
Lenin, Lenin…
Od kilku lat moje skojarzenia z tym słowem zdominowane są przez wspomnienia z lektury Mojej maleńkiej leniniany Wieniedikta Jerofiejewa — arcyzłowśliwego i arcycelnego wyboru złotych myśli z korespondencji wodza rewolucji. Leniniana to dzieło absolutnie genialne i dlatego próby streszczania albo wyboru „the best of…” są działaniem (delikatnie mówiąc) ryzykownym. Mimo wszystko nie jestem w stanie oprzeć się pokusie przytoczenia kilku ulubionych cytatów z tow. Uljanowa.
Żądania „wolnej miłości” radzę całkowicie odrzucić. Okazuje się to w istocie żądaniem nie proletariackim, ale burżuazyjnym. Rzecz nie w tym, co Wy chcecie przez to subiektywnie rozumieć. Istota tkwi w obiektywnej logice klasowych stosunków miłosnych.
(do Inessy Armand , 17 stycznia 1914)
Co znaczy słowo ,,znaczy”?
To fundamentalne pytanie, które przerażająco osłabia kategoryczność wszelkich sądów (łącznie z niniejszym) postawione zostało w jednym ze skeczy Monty Pythona.
REDAKTOR
Piana na ustach i upadek na wznak. Czy toczy pianę, żeby upaść, czy pada, żeby toczyć pianę? Dziś w programie „Spectrum” omawiać będziemy kwestię pienienia i padania, kichania i wołania, wrzeszczenia i ryczenia, stawiania i murowania, zadrapania i skaleczenia, nudzenia i wleczenia, trałowania i kesonowania. Czy jest takie słowo – „kesonować”? Co znaczy, jeśli jest? Co znaczy, jeśli go nie ma? A może jedno i drugie? A może żadne? Co znaczy słowo „znaczy”? Co znaczy słowo „słowo”? Co mam na myśli a czego nie mam na myśli? Co znaczy, gdy to robię i co robię marnując wasz czas na te brednie?
Tłumaczenie Tomasza Beksińskiego skopiowane ze strony http://www.modrzew.stopklatka.pl/hilter.html
Mądry pan
Jakiś czas temu, szperając po blogach, trafiłem na link do filmu poświęconego Human Computation. Co to takiego? Ano, mówiąc w skrócie: wykorzystanie ludzkiego mózgu do zadań w których ma znaczącą przewagę nad najpotężniejszymi komputerami. I to nie jednego mózgu, a całej ich masy! Co więcej – mózgi są niesamowicie zadowolone, że ktoś je wykorzystuje!
Zresztą zobaczcie sami (uwaga, długie):
No trzeba przyznać, że pan Luis von Ahn to bardzo mądry człowiek. ;-)
Warto rzucić okiem na jego stronę domową i popracować jako program OCR w projekcie reCAPTCHA.
Tybet
Chociaż blog señor Brochy czytam głównie dlatego, że się z nim (blogiem i autorem) arcyniezgadzam, to tym razem nie było mowy o jakimkolwiek niezgadzaniu.
Od siebie dodam tylko, że:
1) Tybet jest mi bliski, gdyż przed chińską inwazją była to buddyjska „teokracja”, a do buddyzmu mam pewną słabość. (Uważam, że jest to religia, która jakimś cudem i bardzo okrężną drogą, jest najbardziej zbieżna z „twardym jądrem” chrześcijaństwa).
2) Wybitnie smutną i bardzo prawdopodobną jest następująca możliwość. Tybetańczycy dostają tradycyjnie w łeb, olimpiada się odbywa, ktoś tam fuka i wchodzi na wysokie C, mijają dwa miesiące i wszyscy o prawie wszystkim zapominają. I idziemy do sklepu, kupujemy dobra made in China. Trzeba zrobić wiele, żeby ten wrzód nie przyschnął tak łatwo! Trzeba to jątrzyć miesiąc, dwa, rok i trzy. Jeśli będzie to robił cały świat – wtedy może na odczepne coś (na pewno niezbyt wiele) tym nieszczęśnikom odpuszczą.